Facebook      


Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Użytkownik
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 791
» Najnowszy użytkownik: SuperOrtodonta
» Wątków na forum: 914
» Postów na forum: 9,666

Pełne statystyki

Ostatnie wątki
Kamionka Odra 1 OPOLE
Forum: Ogólne
05-13-2018, 08:43 PM
» Odpowiedzi: 5   » Wyświetleń: 1,685
Turawskie, nocne, spinnin...
Forum: Artykuły
01-22-2018, 09:55 PM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 2,527
Naprawa łodzi
Forum: Sprzęt pływający
01-05-2018, 09:06 PM
» Odpowiedzi: 1   » Wyświetleń: 1,499
Bielizna termoaktywna-odd...
Forum: Sprzęt wędkarski
12-16-2017, 11:50 PM
» Odpowiedzi: 17   » Wyświetleń: 10,421
XI Memoriał im. Wiesława ...
Forum: Artykuły
11-14-2017, 11:54 PM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 2,177
Kawały
Forum: Humor wędkarski
11-06-2017, 11:36 AM
» Odpowiedzi: 16   » Wyświetleń: 7,190
II Memoriał im. Józefa Ko...
Forum: Artykuły
11-01-2017, 11:53 PM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 1,978
Zmiana silnika forum!
Forum: Informacyjne
10-30-2017, 12:59 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 1,787
Jesienne karpiowanie
Forum: Ogólne
10-30-2017, 12:54 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 1,603
Jak nęcić łódką zanętową,...
Forum: Ogólne
10-30-2017, 12:52 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 1,538

 
  Turawskie, nocne, spinningowe sandaczowanie. Posezonowe wspomnienie.
Napisane przez: Wodzu - 01-22-2018, 09:55 PM - Forum: Artykuły - Brak odpowiedzi

Jesienią postanowiłem zapolować na sandacze. Z brzegu, na spinning i do tego wieczorną, a nawet nocną porą. Łowiskiem była moja ulubiona Turawa. Do tej pory jakoś nie ciągnęło mnie do łowienia z brzegu w sytuacji, kiedy dysponuję łodzią. Jednak dość niski stan wody w jeziorze tej jesieni spowodował, że łódka została daleko na brzegu. Postanowiłem, że do końca sezonu będę łowił z kamienistego wału otaczającego zachodnią część jeziora. Najwięcej wypraw zanotowałem w listopadzie.  Nawet pogoda mnie nie zrażała, bo niejednokrotnie wyjeżdżałem w mokre, wręcz deszczowe dni. Nie, nie dni, a wieczory! Na ryby zamiast wczesnym rankiem, wyruszałem późnym wieczorem. Ale wierzcie mi, nie byłem w tych poczynaniach osamotniony. Listopad nie zachęca do wieczornych wypadów. Jednak dokonałem tego, zaciskałem zęby i twardo ze spinningiem i lampką czołową niczym górnik, wędrowałem po kamienistym wale okalającym jezioro. Nota bene, kamienie niejednokrotnie mokre, stawały się bardzo śliskie, co znacznie utrudniało całą operację. Muszę przyznać, że spinningowanie nocą wciągnęło mnie. Nieco inne doznania są, gdyż inne zmysły niż zwykle pracują na ewentualny sukces. Nasz wzrok zostaje wyłączony, wszystko odbywa się na wyczucie: rzuty, brania… No właśnie… brania… Przyznam się bez bicia, że na taką dużą ilość wyjazdów nad wodę, brań było stosunkowo mało. Nad jezioro jeździłem co drugi dzień. Czuję się nieco zawiedziony, bo liczyłem na lepsze wyniki. Choć z pewnością w przyszłym roku również spróbuję. Ryb nie było dużo i nie były duże. Trzeba jednak stwierdzić, że branie nocą na spinning inaczej smakuje. Noc to magia. Lis przebiegający za plecami, czasem pełnia i czasem flauta na jeziorze, dzięki której czujemy niemal każdy kamyczek na dnie. Aż przychodzi ten moment, jakby znikąd, uderzenie i emocjonujący hol w ciemnościach…

[Obrazek: y4mJH6f0gihkFJa_x-wmFmoKRgXWWEcp5YmjnoIs...pmode=none]

Fotogeniczny, nieprawdaż Wink  

[Obrazek: y4m0T49fstUZYr9Ject6aPSZun-oPuefMaVPg6MB...pmode=none]

Ruszam do boju

[Obrazek: y4mJ9KijUOPxpOsRoGy1mG0iNXsTE_8-DqvyH_fB...pmode=none]

Komuś przejechałem po "plecach"

[Obrazek: y4mpMiQNFkQ-ndxnc6uG6lC0sxMmepn9kgROtw6r...pmode=none]

Kolejny...

[Obrazek: y4m8yNbo-MeMCFxMg6oQVlLnzfQN1RQ6Sl--C1hk...pmode=none]

Trochę nieostre, ale robienie zdjęć w nocy smartfonem nie jest łatwe


Jeśli zainteresował Was temat, zapraszam jeszcze do obejrzenia filmu, który nakręciłem na jednym z nocnych, spinningowych wypadów:




  XI Memoriał im. Wiesława Dubija, Rozwadza 2017
Napisane przez: Wodzu - 11-14-2017, 11:54 PM - Forum: Artykuły - Brak odpowiedzi

11 listopada na rzece Odrze oraz przyległych stawach w okolicach miejscowości Rozwadza, odbyły się coroczne, towarzyskie zawody spinningowe ku czci znakomitego spinningisty, mistrza Polski z 2006 roku, Wiesława Dubija. Na zbiórce zameldowało się ponad 60 zawodników. W przeszłości sam miałem okazję rywalizować z Wieśkiem. Łowił naprawdę znakomicie, a Odrę znał jak własną kieszeń. Zawsze go podziwiałem za kunszt wędkarski…

Po nocnych opadach deszczu, dzień okazał się całkiem pogodny, choć łowienia nie ułatwiał silny wiatr. Niestety, ryby wyjątkowo nie brały. Na potwierdzenie tego wystarczy spojrzeć na wyniki końcowe. W sumie złowiono trzy szczupaki i dwa okonie. To bardzo słabo jak na taką ilość startujących. Na osłodę dodam, że zwycięski szczupak mierzył 80,5 cm! Na zawodach panowała wesoła i przyjacielska atmosfera, co można zobaczyć na filmie z wręczania nagród. Warto również odnotować, że wśród startujących byli również koledzy z poza naszego okręgu, a więc zainteresowanie imprezą jest spore. Warto za rok znowu przyjechać!




  II Memoriał im. Józefa Konstanciaka - 14.10.2017 Turawa
Napisane przez: Wodzu - 11-01-2017, 11:53 PM - Forum: Artykuły - Brak odpowiedzi

14 października 2017 r. miałem okazję uczestniczyć w towarzyskich zawodach spinningowych z łodzi, rozgrywanych na zbiorniku zaporowym w Turawie, organizowanych przez koło wędkarskie PZW z Gogolina. Rywalizacja, jak zawsze odbywała się w przyjacielskiej atmosferze, a najważniejszym przesłaniem spotkania było uczczenie pamięci Józefa Konstanciaka - znakomitego wędkarza, spinningisty i kolegi. 
Pogoda w tym dniu pozwalała na komfortowe łowienie z jednostek pływających. Niestety, ryby jak zwykle były kapryśne, co miało odzwierciedlenie w wynikach. Kilkunastu zawodników rywalizowało przez pięć godzin. Ostatecznie złowiono trzy sandacze, a końcowa klasyfikacja przedstawiała się następująco:

  1. Zbigniew Pluta - sandacz 2580 g.
  2. Jakub Watrakiewicz - sandacz 2360 g.
  3. Andrzej Watrakiewicz - sandacz 2330 g.
Zwycięski puchar wręczyła p. Zenia Konstanciak. 

Zawodnicy wypływający z przystani Rybaczówka mieli drobne kłopoty z wydostaniem się na pełne jezioro, musieli przepływać wąskim przesmykiem. Sytuacja była spowodowana niskim stanem wody w jeziorze. Na dzień dzisiejszy poziom wody na tyle się obniżył, że nie ma już możliwości wypływać bezpośrednio z Rybaczówki.

[Obrazek: y4mUXaFpNG_AvXfgY3WhodAbzbMPy_cz3vRnX7x8...pmode=none]
Zdjęcie pochodzi ze strony ZO PZW Opole


Exclamation Zmiana silnika forum!
Napisane przez: Wodzu - 10-30-2017, 12:59 AM - Forum: Informacyjne - Brak odpowiedzi

Ze względu na prace związane ze zmianą silnika forum, jego dostępność i działanie może być w najbliższym czasie ograniczone. Skrypt phpBB by Przemo, na którym przez wiele lat działało forum, nie jest już rozwijany i jeśli chcemy zachować funkcjonalność forum muszę dokonać zmian. Proszę o wyrozumiałość i wsparcie. Wszystkie posty oraz konta użytkowników ze starego forum zostały zachowane. 
UWAGA [Obrazek: exclamation.png] 
Każdy użytkownik musi na nowo wygenerować hasło (skorzystać z opcji "nie pamiętam hasła" podczas logowania) oraz uzupełnić ustawienia w swoim profilu!

Poza tym skrypt myBB jest dla mnie nowy i potrzeba trochę czasu, żeby zgłębić jego możliwości i dokonać optymalnych ustawień.


  Na ryby, czy po ryby? Oto jest pytanie!
Napisane przez: Wodzu - 07-14-2016, 12:04 PM - Forum: Artykuły - Odpowiedzi (7)

Nie raz spotkałem się z zarzutem, że skoro nie przywożę ryb do domu, to po co w ogóle jeżdżę na ryby? A to, że nie przywożę wcale nie oznacza, że nie łowię. Ale po kolei… W mentalności wielu osób, często tych z najbliższego otoczenia czyli rodziny, funkcjonuje utarty mechanizm polegający na tym, że jeśli złowimy rybę, to należy ją przywieźć na przysłowiową kolację. Jednak tutaj pojawia się podstawowe pytanie: jeździmy po ryby, czy na ryby? Mówiąc za siebie, odpowiem: na ryby! Dlaczego? Powodów jest conajmniej kilka:

Po pierwsze - wędkarstwo w swej istocie polega na łowieniu, ale dla mnie jest czymś więcej. Pozwala spędzać czas na łonie natury, pośród śpiewu ptaków i szumu wody. Pozwala zapomnieć o niepowodzeniach w pracy. Jest swoistym narkotykiem. Może nie uzależnisz się od pierwszego razu, jednak jeśli poczujesz bluesa na którejś z kolejnych wypraw, to przepadłeś. Stawia przed nami wiele wyzwań i to chyba jest najfajniejsze.

Po drugie - jest spora grupa wędkarzy, którzy jako naczelną zasadę wędkarską wyznają hasło „Złów i wypuść” czy jak to nowocześnie brzmi z angielskiego „Catch and release”. Niby fajnie, cel szczytny. Łowimy i wypuszczamy, żeby nie zabijać. Choć ktoś złośliwy powie, to jak to, łowisz dla zabawy? Żywe stworzenia ranisz haczykiem, tylko po to żeby na piedestał wynieść własne ego, jakim to wspaniałym łowcą jesteś, ale szlachetnym, bo przecież nie zabijasz!

Po trzecie - patroszenie ryb. W sumie nie zbyt przyjemna czynność. Człowiek się upaćka krwią, wkoło mnóstwo rybich łusek. Pół biedy jak jest na to czas i miejsce, ale wyobraźmy sobie sytuację, że kończymy wędkowanie, trzeba gonić do roboty na drugą zmianę, a do tego jeszcze dzień upalny. Nie… Lepiej pstryknąć pamiątkową fotkę i mieć czyste sumienie. Zresztą nie tylko sumienie, ręce też! W końcu nie jest tak łatwo pozbyć się rybiego zapachu, a tu w pracy Pani Jola do której mamy słabość… Trzeba by ją omijać szerokim łukiem!

Po czwarte… i po piąte… itd… Powody można mnożyć. Jednak nie o to chodzi. Ważne jest, by sobie odpowiedzieć na pytanie, czy ryba którą złowię musi bezwzględnie trafić na patelnie, albo co gorsza do zamrażarki, albo co jeszcze bardziej gorsza jako podarunek dla sąsiada? Odpowiedź może być jedna: nie. Chociaż przyznam się bez bicia, że zdarza mi się zabrać złowionego okonia, sandacza, szczupaka… I owszem, czasami zamrożę. Natomiast sąsiadom nie rozdaję. Dlaczego? Bo nie zabieram więcej niż potrzebuję, a moje potrzeby nie są wielkie, ot raz na jakiś czas zjeść świeżego sandacza w śmietanie czy smażonego okonia samodzielnie przygotowanego. Oj, ślinka cieknie…

Z drugiej strony weźmy pod lupę Kolegów, którzy jadą na wyprawę wędkarską do Norwegii. Myślę, że w większości przypadków są to wyprawy na ryby, ale i po ryby. W końcu trudno się dziwić. Jest motywacja przed rodziną, bo skoro tyle kasy poszło, zwykle kilka tysięcy złotych, to przynajmniej żarcia na kilka miesięcy będzie! Pomijając drobny szczegół dozwolonych limitów. To samo zresztą dotyczy wypraw nad rodzimy Bałtyk. Wydatek mniejszy, ale i doznania wędkarskie mniejsze, chociaż skrzynie wypełniane dorszami po brzegi. Pod warunkiem, że trafimy na dobre brania.

Jak się okazuje, odpowiedzi na zadane w tytule pytanie może być wiele i nikogo nie należy potępiać, jednak pamiętajmy by zawsze zachować zdrowy rozsądek i umiar.



  © 2017 wedkarstwo.opole.pl  
Polskie tłumaczenie © 2007-2018 Polski Support MyBB
Silnik forum MyBB, © 2002-2018 MyBB Group.