Facebook      


Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Użytkownik
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 572
» Najnowszy użytkownik: phantomdji8
» Wątków na forum: 910
» Postów na forum: 9,655

Pełne statystyki

Ostatnie wątki
XI Memoriał im. Wiesława ...
Forum: Artykuły
11-14-2017, 11:54 PM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 115
Kawały
Forum: Humor wędkarski
11-06-2017, 11:36 AM
» Odpowiedzi: 16   » Wyświetleń: 4,014
II Memoriał im. Józefa Ko...
Forum: Artykuły
11-01-2017, 11:53 PM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 289
Zmiana silnika forum!
Forum: Informacyjne
10-30-2017, 12:59 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 233
Jesienne karpiowanie
Forum: Ogólne
10-30-2017, 12:54 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 127
Jak nęcić łódką zanętową,...
Forum: Ogólne
10-30-2017, 12:52 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 94
4 dni na łowisku h2o
Forum: Ogólne
10-30-2017, 12:48 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 89
Łódka zanętowa vs metoda ...
Forum: Ogólne
10-30-2017, 12:46 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 111
Łowisko h2o
Forum: Ogólne
10-30-2017, 12:39 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 127
Zawody feederowe na łowis...
Forum: Ogólne
10-30-2017, 12:37 AM
» Odpowiedzi: 0   » Wyświetleń: 151

 
  Spinningowy Puchar Karolinki i Karlika - 2.08.2014 Turawa
Napisane przez: Wodzu - 08-03-2014, 10:06 PM - Forum: Artykuły - Brak odpowiedzi

2 sierpnia 2014 r. odbyły się spinningowe zawody wędkarskie z łodzi o Puchar Karolinki i Karlika zorganizowane przez koło PZW z Gogolina. Formuła "open" umożliwiała udział zawodników z innych kół. W sumie było ok. 20 uczestników - mieszanka wędkarstwa z Krapkowic, Brzegu, Opola czy Głogówka. W tej kameralnej i koleżeńskiej atmosferze o godz. 6.35 zawodnicy dostali sygnał do wypłynięcia. Już na początku dużym utrudnieniem okazała się bardzo gęsta mgła, trochę nie typowa o tej porze roku. Trzeba przyznać, że nawet załogi (2-osobowe) pozbawione urządzeń GPS dały sobie świetnie radę. Mgła utrzymywała się do godz. 9.30. Przez ponad dwie godziny trzeba było łowić trochę na tzw."czuja". Następną niespodzianką dnia był kompletny brak aktywności okonia, który w tygodniu był stosunkowo łatwy do złapania, nawet ten duży. To pokrzyżowało bardzo plany zawodnikom, którzy łowili kilka dni przed zawodami. Większość sądziła, że okonie będą pewną zdobyczą na zawodach i płynęli na wcześniej już upatrzone miejscówki. Niestety, taka taktyka zawiodła. Już o godzinie 8.20 sędziowie otrzymali informację o złowionym sumie ok. 1 m długości. To praktycznie przesądziło o zwycięstwie. Jak wiadomo jeden sum traktowany jest jako komplet, a od tego momentu dochodzi jeszcze bonifikata za czas. A czasu było jeszcze dużo do końca. Ok.godz.10.00 łodzie rozproszyły się po jeziorze. Miejscówki okoniowe zawiodły, pasiaki kompletnie nie brały, a jeśli już jakiś się uwiesił to był mały. Na czas zawodów wymiar okonia podwyższono na 25 cm. Gdyby ktoś mi powiedział, jeszcze w czwartek przed zawodami, że w sobotę padnie tyle sandaczy co okoni, to po prostu zostałby wyśmiany, ale miałby rację! Ryb nie było zbyt wiele: sum, 3 sandacze, 3 okonie... Trzeba jednak przyznać, że jeszcze w południe zdarzały się brania sandaczy, ale zwykle nie do zacięcia. Uderzenie, guma ściągnięta i nic... Rywalizacja zakończyła się o godz. 12.30. Zwyciężył Joachim Gabor - sum 5,48 kg. Zawody zamknął Pan Joachim Wojtala burmistrz Gogolina wręczając zwycięzcy puchar. Na koniec smaczna szynka i polędwica ze świnki upieczona w kapuście, pychota! Pozostają super wspomnienia i plany na następne zawody!    

Klasyfikacja końcowa:

1 m Joachim Gabor - sum 5,48 kg
2 m Adam Wolny - sandacz 1,21 kg
3 m Józef Konstanciak - sandacz 1,19 kg
4 m Adam Kubisz - sandacz 1,05 kg
5 m Andrzej Watrakiewicz - 2 okonie 0,45 kg
6 m Mirosław Ślęzek - okoń 0,29 kg

[Obrazek: y4mU4l1JTXfcZG41ZnK7PE-bPzsnVn3eTNWcEGrV...pmode=none]

[Obrazek: y4mPM3wt2c1NgpwZIULmMOZw2UluKr8es_ie3uJC...pmode=none]

[Obrazek: y4m3uaF7v5xiqgyOrJvkNzRI_c5WfUB1TWKUKdIh...pmode=none]

[Obrazek: y4miZpR5JVYis4rMiQaGvMeQPckr-6QrfgiiLa0b...pmode=none]

[Obrazek: y4meA-mqD3V0rVg0CyR9c6zv3oB64ixR-MfH6ZUy...pmode=none]

[Obrazek: y4mvdTADR-9HetiherrHImdr-ynpNCIdr7ZsPgBO...pmode=none]

[Obrazek: y4mcYVPhLdgWdkk5oy05qfCGFV9cDuchnRHsr_tQ...pmode=none]

[Obrazek: y4me4llWjlaKtgCub5hRNMXAPOzETOjXVd-FuVwj...pmode=none]


  Wakacyjne dorsze - FOKA-S Kołobrzeg 2013
Napisane przez: Wodzu - 08-19-2013, 10:20 PM - Forum: Artykuły - Odpowiedzi (3)

Już na wstępie muszę zaznaczyć, że moment ten nadszedł szybciej niż myślałem. O wędkarstwie morskim nasłuchałem się opowieści, naoglądałem zdjęć. Jednak temat wydawał się być zbyt odległy. Chodzi o czas, finanse, wreszcie jakąś ekipę no i przecież nie mam nawet pół wędki morskiej w domu… I oto nagle moja małżonka zainicjowała tygodniowe wczasy nad morzem. Super, tęskniłem za plażą, szumem fal i powietrzem morskim. Udało się zorganizować domek bardzo blisko plaży. Kilka dni przed wyjazdem pomyślałem: a może wypad na dorsze? Szybko sprawdziłem w internecie jakie są możliwości wypłynięcia z Dziwnówka, bo w tej urokliwej miejscowości zaplanowaliśmy pobyt. Okazuje się, że większość wypraw wędkarskich wyrusza z portu w Kołobrzegu. No cóż, to tylko 63 km, można dojechać. Dzwonię… niestety pierwszy wolny termin przypada już po naszym urlopie. Na moment już odpuściłem, ale wędkarski instynkt nie dawał za wygraną. Jeszcze jedno podejście i … udało się! Są miejsca na małym kutrze o nazwie FOKA-S, wypłynięcie w czwartek. Potwierdziłem swoją obecność, ale termin stał pod znakiem zapytania ze względu na prognozę pogody. Ostatecznie jeśli nie czwartek, to piątek. Szyper jeszcze oddzwoni i potwierdzi. Tak też się stało, wypływamy w piątek o godz. 4.00 rano. Biorąc pod uwagę fakt, że mam dobrą godzinę jazdy samochodem z Dziwnówka do Kołobrzegu, pobudka szykuje się na godz. 2.00 w nocy. Nastawiłem wszelkie możliwe budziki i położyłem się szybko spać. O godz. 2.00 w nocy usłyszałem znienawidzony alarm budzika w telefonie mojej żony, a po chwili odezwał się też mój. Podekscytowany szybko wstałem, a po jakiś 30 minutach siedziałem już za kierownicą mojego samochodu pędząc w stronę Kołobrzegu. Podróż minęła bezproblemowo i o godz. 3.30 byłem w porcie w mieście słynącym niegdyś z pieśni żołnierskiej. Szybko odnalazłem kuter. Z tego co widzę nie ma nas zbyt dużo. Ostatecznie łowiących było 11 osób (w tym 2 z obsługi). Obok widzę jeszcze dwa, a może trzy inne kutry. Na nich znacznie więcej wędkarzy. Czyżby to o czymś świadczyło? Jeszcze ostatnie przygotowania i ok. godz. 4.30 wypływamy w morze. Jest ciemno i wspaniale! Po prostu nie mogę nacieszyć się tą chwilą. Na pierwsze łowisko płyniemy 1 godz. i 15 min. W między czasie dostajemy śniadanie: kiełbasa na ciepło, chleb, pasztet, ser żółty, ogórek, pomidor, herbata, kawa… Jest wiatr i fala. Siedząc w mesie nie mogę opędzić się od myśli związanych z chorobą morską. Mam nadzieję, że mnie nie dopadnie. Zdecydowanie lepiej czuję się na pokładzie, mniej odczuwalne jest bujanie. W końcu dopłynęliśmy, charakterystyczny sygnał oznajmiający, że można łowić. Kuter dryfuje. Zaczęliśmy dość płytko, bo na 15 metrach. Niestety, cisza na morzu, pomimo, że nadal trochę wieje i buja. Szyper jednak sprawia wrażenie, że wie co robi. Napływamy na kolejne miejsca, jednak jeśli nie ma brań stoimy na nich 10 min i płyniemy dalej. Zwiększa się głębokość do ok. 20-22m. W pewnym momencie zaczyna padać. Przydaje się ubranie pływające SeaFox, choć przyznam, że trochę w nim za ciepło. W końcu to lato! Ok. godz. 8.00 rano czuję duży opór na kiju. Jest! Branie! Coś mam! Pompuję i podciągam, pompuję i podciągam i tak ileś tam razy. W końcu są na powierzchni dwa dorsze! Na Dzień Dobry dublet! Każdy z nich zaatakował twistera na przywieszce. Takich dubletów miałem jeszcze kilka tego dnia, a przywieszka z czerwonego twistera była zabójcza. Sprawdzały się też raczki. W momencie kiedy nasz kuter zdryfował i brania zanikały, Szyper ponownie napływał na miejscówkę. Jeśli brań nie było zmienialiśmy zupełnie miejsce. Głównie łowiłem pilkerami o wadze ok. 180 g. Najmniejszy jaki zastosowałem ważył 125 g, a najcięższy 240 g. Wszystko uzależnione było od warunków. Jak wiało mocniej, fala wzmagała się, a kuter szybciej dryfował, zakładałem cięższe pilkery. Cały czas stosowałem przywieszki i większość ryb na nie właśnie złowiłem. Szkoda tylko, że w rejonie naszych połowów dominuje drobny dorsz. Jest go dużo, ale wszystkie w przedziale 35-50 cm. Największego jakiego złapałem miał 51 cm. Jednak wierzcie mi, po kilku godzinach łowienia nadgarstek i przedramię już zaczynał tak boleć, że trzeba było robić przerwy pod czas których filetowałem złowione ryby. Dodam, że wymiar ochronny dorsza wynosi 38 cm, a limit dzienny to 7 sztuk. Brania czasami ustawały całkiem, więc szukaliśmy następnych ławic. Przerwy nie były długie. Brakowało czasu na posiłek. Niestety nie załapałem się na tatara z łososia zaserwowanego przez naszego Szypra. Wszyscy się rzucili i zjedli, ja natomiast upajałem się na pokładzie wędkarstwem morskim. Ale za to los okazał się niebywale łaskawy dla mnie, bo jako jedyny złapałem belonę! I to całkiem ładną, 70 cm! Piękna ryba, ma coś w sobie z bociana. Ok. godz. 13.00 zrobiło się spokojnie i słonecznie. Było ciepło. Dorsze nadal brały, a ręka coraz bardziej bolała. Jeszcze jeden ciepły posiłek. Zupka a’la bogracz, dość doprawiona. Smakowała mi, ale przedostanie się z miseczką gorącego płynu od kuchenki do mesy na bujającym kutrze jest nie lada wyczynem ekwilibrystycznym, na szczęście udało się! Po zjedzeniu została jeszcze jakaś godzina łowienia. Słońce zaczyna palić. W między czasie trafiła mi się jeszcze mała flądra. Dwie następne większe, złowili koledzy obok. Zmęczenie daje o sobie znać, myślę też jak przetransportować filety rybne w ten upalny dzień. Może uda się coś dowieźć do domu, do Opola? Niestety nie mam pojemnika termicznego, ani lodówki turystycznej. Pozostaje tradycyjne wyposażenie wędkarza polskiego czyli reklamówka. Filety zasypałem lodem, którego było pod dostatkiem na kutrze. Okazuje się, że przy wyjeździe z portu jest hurtownia opakowań. Zainwestowałem całe 5 zł w wiaderko w którym bez problemu ryby dojechały do najbliższej lodówki, czyli tej w którą mieliśmy wyposażony domek w Dziwnówku. O godzinie 18.00 wróciłem zmęczony i bardzo szczęśliwy. To był bardzo udany dzień!

Kilka informacji technicznych:

- kuter FOKA-S Kołobrzeg
- koszt wypłynięcia 180 zł ( na innych kutrach jest taniej, bo 160 zł, ale zabierają więcej osób)
- na kutrze można pożyczyć wędkę z kołowrotkiem, jednak jakość tego sprzętu pozostawia wiele do życzenia, lepiej mieć swój
- na kutrze można kupić pilkery, 15 zł za sztukę
- trzeba mieć dowód osobisty lub paszport, bo zdarzają się kontrole na morzu
- pomimo, że byłem w okresie letnim, o świcie na morzu było chłodno, warto zabrać odpowiednią kurtkę, spodnie, czapkę
- miałem ze sobą buty gumowe, ale na pokładzie było sucho, więc cały czas byłem w butach sportowych
- na pokładzie każdy otrzymał pojemnik na złowione ryby, były również wężyki doprowadzające wodę co pomagało utrzymywać czystość, czy opłukać ryby itp.
- warto zabrać ze sobą pojemnik termiczny (styropianowy), albo lodówkę turystyczną na złowione ryby, na kutrze jest lód
- filetowanie ryb 1,5 zł za sztukę, patroszenie gratis
- zerwałem jednego pilkera niszcząc przy tym przywieszkę, drugą przywieszkę (twistery) zmasakrowały dorsze

[Obrazek: DSC_0049.JPG]

Na pokładzie kutra FOKA-S, 4 rano, Kołobrzeg


[Obrazek: DSC_0051.JPG]

Przed wyprawą na Dorsze Bałtyckie


[Obrazek: DSC_0052.JPG]

Wypływamy z portu w Kołobrzegu


[Obrazek: DSC_0053.JPG]

Sprzęt przygotowany, wschód słońca...


[Obrazek: DSC_0060.JPG]

Taką chwilę warto uwiecznić!


[Obrazek: DSC_0062.JPG]

Zaczęło się łowienie dorszy


[Obrazek: DSC_0066.JPG]

Belona! Taki bocian wodny Wink 70cm


[Obrazek: DSC_0070.JPG]

Charakterystyczny kolor ości belony


  Jezioro Turawskie
Napisane przez: Wodzu - 07-01-2009, 09:01 PM - Forum: Artykuły - Odpowiedzi (4)

ZOBACZ NA MAPIE

Jezioro Turawskie powstało na rzece Mała Panew, która jest prawym dopływem Odry. Jest to zbiornik retencyjny. Charakteryzuje się pełnym stanem wody na wiosnę. Jesienią zwykle woda jest wypuszczana z jeziora do ok.1/2 jego normalnego stanu (zdarzają się też większe upusty). Po letnich łowiskach późną jesienią możemy stąpać własnymi nogami! Powierzchnia jeziora przy pełnym stanie wynosi ok.22 km2. Średnia głębokość jeziora to ok. 4-6 metrów, w zależności od stanu wody w zbiorniku. Najgłębsze miejsca znajdują się w okolicy elektrowni wodnej, gdzie głębokość dochodzi 12-14 metrów. Dno zbiornika jest piaszczyste, w pobliżu starego koryta rzeki muliste. Na dnie sporo karczowisk pozostałych po wyciętym lesie. Można natrafić też na ruiny chałup wiejskich gdyż zalano tu małą wioskę oraz pozostałości zwalonego mostu na Małej Panwi. Linię brzegową stanowi kamienisty wał ułożony od południowo-wschodniej strony na wysokości wsi Szczedrzyk oraz od strony Kotorza Wielkiego na północno-zachodnim brzegu, gdzie znajduje się wspomniana elektrownia wodna. W tym miejscu woda uchodzi dalej z biegiem nurtu Małej Panwi. Jezioro otoczone jest pięknymi lasami, są także piaszczyste plaże. Na południowym brzegu jeziora są jeszcze dwa zbiorniki: Jezioro Średnie i Jezioro Małe. Dominującym gatunkiem ryb w Jeziorze Turawskim jest z pewnością sandacz, na którego połowy zjeżdżają się wędkarze z całej Polski. Niezwykle popularny sposób połowu to spinning z łodzi. Oprócz sandacza, w dużych ilościach występuje okoń, nie rzadko 30-40 centymetrowy. Z dobrego smaku słynie duży turawski leszcz. Można złowić także szczupaka, dużego karpia, amura czy tołpygę. Z roku na rok padają coraz większe sumy. Jest płoć, jaź, "gruby" węgorz, a czasami może się trafić kleń czy boleń. Słyszałem też o pojedynczych egzemplarzach troci jeziorowej oraz pstrągów. To pewnie za sprawą pobliskich hodowli z których czasami potrafi narybek uciec i zadomowić się w jeziorze.
Przykładowe nazwy jeziorowych miejscówek stosowane przez miejscowych wędkarzy podczas połowów z łodzi to: Lok, Okna, Pierwsze larseny, Harcerski, Drugie larseny, Relaks, Syrenka, Angelspitz, Libawka, Kotwica, Trybuna, Huta Mała Panew, Blaszak, Róg Kotorski, Elektrownia, Koryto (skarpy wokół niego), Kartofle, Górki (jest kilka na całym jeziorze), Murek, Betony, Zwalone domy, Cmentarz.
Niestety charakterystyczny dla Jeziora Turawskiego "zakwit" w okresie letnim, umniejsza jego walory turystyczne. Zwykle w lipcu, kiedy temperatura jest najwyższa, sinice dają znać o sobie najbardziej. Nie ma to jednak większego wpływu na atrakcyjność akwenu pod względem wędkarskim.



Załączone pliki Miniatury
                                                                       

  Od starożytności do Waltona - trochę z historii wędkarstwa
Napisane przez: Wodzu - 03-16-2009, 09:46 PM - Forum: Artykuły - Odpowiedzi (1)

Mało kto wspomina o początkach wędkarstwa, tym bardziej, że będąc nad wodą w naszej głowie kłębią się jedynie myśli, jak złowić upragniony okaz, a jeśli ryby słabo biorą, to jak złowić cokolwiek ? Dlatego też postanowiłem cofnąć się jakieś 30 000 lat p.n.e i poznać genezę sportu wędkarskiego. Istnieją przypuszczenia, że właśnie wtedy, w południowej Europie, po raz pierwszy do połowu ryb zastosowano haczyk. Wykonany był z kości lub drewna i dowiązany do sznura zrobionego ze zwierzęcych ścięgien lub cienkich włókien roślinnych otrzymywanych z różnych korzeni, pnączy i pewnych gatunków traw. Oczywiście na haczyku wieszano różne przynęty, tak jak zresztą czyni się do dziś w celu zwabienia ryby. Kolejny etap w rozwoju wędkarstwa to okres około 7000 lat wstecz. Wśród archeologicznych wykopalisk z tego czasu znajdują się wycięte z korka spławiki. Natomiast na egipskich malowidłach sprzed 4000 lat można zobaczyć postaci łowiące ryby przy użyciu narzędzia zdecydowanie przypominającego współczesną wędkę.

Prócz rozwoju sprzętu i technik połowu, znaleźli się też znawcy tematu tacy jak Grek Teokryt , który około 300 r.p.n.e. napisał pierwszy podręcznik o łowieniu ryb na wędkę! Jednak prawdziwy przełom nastąpił w 1496 roku kiedy to w Anglii został wydany Traktat o łowieniu ryb na wędkę autorstwa kobiety Juliany Berners, która prawdopodobnie była zakonnicą. Ów traktat to część Księgi Świętego Albana traktującej o elitarnych rozrywkach, takich jak polowanie czy właśnie łowienie ryb, uprawianych przez szlachtę. Ciekawostką jest fakt, że oprócz opisu techniki i sprzętu do połowu, autorka zwraca uwagę by odnosić się z szacunkiem do przyrody, a na pierwszy plan wysuwają się szlachetne, sportowe ideały. Dzisiaj tak często wielu z nas o tym zapomina, traktując wędkarstwo jak kolejny sposób na stosunkowo łatwe zdobycie pożywienia (czyt. mięsiarstwo). Warto pamiętać, że wędkarz powinien umieć sporządzić sprzęt samodzielnie i wyszukać odpowiednie przynęty. Ponadto im trudniejszą do podejścia rybę wędkujący złowi, nada mu to większego sportowego splendoru . W roku 1653 pojawiło się słynne na całym świecie dzieło Izaaka Waltona pt. "The Complete Angler. W pracy wybitnego znawcy wędkarstwa znajduje się rozdział o wędkarstwie muchowym, dodanym przez Charlesa Cottona w 1676 roku. Podręcznik cieszył się popularnością, czego świadectwem było ponad 300 wydań.

Informacje zawarte w tej krótkiej notce historycznej zaczerpnąłem z wydawnictwa pt. "Wędkarstwo"(tytuł oryginału "The Complete Book of Sportfishing" wyd. AB Nordbok 1988 Szwecja ) z rozdziału "Historia wędkarstwa sportowego", którego autorem jest Göran Cederberg. Książka ta jest pracą zbiorową, ale Göran Cederberg jako projektodawca zaplanował ją i koordynował jej powstawanie, udzielał wskazówek pozostałym autorom, zredagował materiał i dobierał ilustracje. Na zakończenie pozwolę sobie zacytować fragment wspomnianego rozdziału, w którym Cederberg odnosi się do dzieła Waltona :
"(cyt)...Praca Waltona wzbudzała zainteresowanie dzięki zaprezentowanym w niej metodom łowienia ryb oraz zwróceniu uwagi na tradycję tego sportu. Ów sposób spędzania wolnego czasu, jedynie dla przyjemności kontaktu z przyrodą upowszechnił się wśród społeczności i zaczęto określać go terminem wędkarstwo sportowe. Ciągłe doskonalenie sprzętu i umiejętności z jednej strony, z drugiej zaś atmosfera przygody stały się istotą wędkarstwa. Im dalej się wyprawiano i im trudniej było złowić rybę - tym bardziej emocjonujący stawał się sport. Prawdziwy wędkarz - sportowiec musiał być także miłośnikiem surowego piękna przyrody i ascetycznym romantykiem...(koniec cyt.)"
I tego wszystkiego życzę Wam, drodzy wędkarze.

Kilka ciekawostek :
- pierwszą klejonkę tonkinową wykonał amerykański lutnik w 1846 roku, co zapoczątkowało użycie bambusa i było prawdziwym przełomem w budowie wędzisk,
- w 1870 roku wynaleziono impregnowane tłuszczem linki jedwabne, dzięki którym zasięg rzutu znacznie się zwiększył, w owym czasie znane były kołowrotki tzw. multiplikatory, które do dziś stosuje się w pewnych metodach połowu,
- na początku XX wieku powstały pierwsze kołowrotki spinningowe, największą zaletą tych kołowrotków było zwiększenie zasięgu rzutu oraz możliwość uniknięcia splątania żyłki, co często zdarzało się podczas używania multiplikatorów,
- przed II wojną światową powstały pierwsze syntetyczne żyłki oraz wędziska z włókna szklanego,
- w połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku do produkcji wędzisk zaczęto stosować włókno węglowe.



Załączone pliki Miniatury
           


  © 2017 wedkarstwo.opole.pl  
Polskie tłumaczenie © 2007-2017 Polski Support MyBB
Silnik forum MyBB, © 2002-2017 MyBB Group.